170 Audycja - Marzena Brzóstowicz

O Marzenie Brzóstowicz napisano już wszystko. Mówię o recenzji pióra Oli Utraty (do przeczytania na naszym portalu). Nieugięta autorka drąży, świdruje i wywleka na światło dzienne wszystko, co wywlec, wyświdrować i wydrążyć się dało. A do opowiedzenia jest bardzo wiele, bo krążek zawiera treści na wskroś kobiece, a więc złożone, rozbudowane i splątane w uścisku sensów.

Spotkanie z Marzeną odbyło się w cieniu tragedii. Na radiowym stole leżała bowiem przez cały wywiad (i pewnie z tydzień przed) martwa biedronka. Boża krówka uwięziona w radiu, skonała pomiędzy mikrofonem nr 1, a interkomem (nie dociekam czy przyczyną zejścia był brak pożywienia, nadmiar zimna czy audycje moich kolegów i koleżanek…). Tym bardziej jestem pod wrażeniem osobowości artystki, która mimo tak makabrycznych warunków sprawiała, że atmosfera spotkania okazała się spontaniczna i spazmatycznie wesoła. Wspólnie z Olą i Marzeną bawiliśmy się świetnie przez ponad godzinę w obecności denatki.

I taka właśnie jest nowa płyta Marzeny Brzóstwicz zatytułowana „To co przed nami” (tzn. nie zabija biedronek, ale wywołuje pozytywne emocje). Krążek zawiera dwanaście optymistycznych i dojrzałych piosenek opowiadających o podróżowaniu, miłości i pragnieniach. Nadaje się do słuchania w samochodzie, ale komponuje się także całkiem nieźle z herbatą i przytulnym fotelem. Pasuje do dnia i do nocy, do biurka i do łóżka, do spodni i do spódnicy…

Gdyby nieszczęsna biedronka konając, miała okazje wysłuchać np. „Radość o poranku” miałaby szansę na ocalenie! Ożywiłaby ją „Kropla rosy”, „Błękit nieba” ukazałby jej światełko nadziei. Uśmiechnięta i rozpromieniona mogłaby zaśpiewać w chórze innych owadów zapowiadające sukces „To, co przed nami”, miała by szansę zwrócić na siebie uwagę swoich nakrapianych ziomków krzycząc „Halo! Halo! To tylko ja!”… A tak… Był to jej „Ostatni raz” na tym podłym świecie… Ratunek jednak, jak to bywa, nadchodzi za późno…

Od chwili, kiedy otrzymałem od Marzeny płytę, ratuję się jej muzyką przed chandrą i złym humorem. Mimo, że jestem nieco większy od przeciętnej biedronki, czasem czuję, że mam podcięte skrzydła, że na czerwonej mapie mojego wschodzącego dnia, jak na skrzydłach Bożej Krówki, pojawiają się czarne plamy kłopotów… Dzięki Marzenie przypominam sobie, że „To, co przed nami” może mieć pozytywny wymiar, dzień może być lepszy niż kawa-padaka z radiowego ekspresu, a „Twój czas”, to też kawałek o mnie… Polecam :)